Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porwanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2016

Czarna róża

Rozdział VI

Czułam się tak, jakby wybudzano mnie z trzymiesięcznej śpiączki. Moje ciało było zwiotczałe i bardzo osłabione. Nawet najmniejszy ruch klatki piersiowej sprawiał mi ból, lecz plusem było to, że nie miałam skrępowanych rąk ani nóg. 
Żyłam i to się dla mnie liczyło.
Starałam się pozostać w bezruchu, gdyż ostatnim razem, kiedy chciałam działać na własny rachunek, mając nadzieję, że pokonam mojego oprawcę, nie wyszło mi to na dobre, dlatego nasłuchiwałam,
czy ktoś mnie pilnuje. Otaczająca mnie cisza, na chwilę ukoiła moje zszargane nerwy 
i pozwoliła zastanowić się nad tym, jak się z tego wyplątać.
Niestety jednak, żaden rozsądny plan ucieczki nie przychodził mi do głowy, a mój stan fizyczny jeszcze bardziej pogarszał sytuację. Nadal pozostawałam w miejscu, a każda cenna minuta spokoju była dla minie na wagę złota. Nie znałam mojego położenia ani nie wiedziałam, do czego jestem potrzebna moim oprawcom, ale jednego byłam pewna...nie poddam się bez walki, jednak na samą myśl 
o mężczyznach przeszedł mnie zimny dreszcz. Byli przerażający, a zwłaszcza jeden z nich, o lodowym spojrzeniu. Wspomnienie, o tych pełnych okrucieństwa i bezwzględności oczach, napawało mnie strachem, jednak czaiło się w nich coś jeszcze, coś, czego nie potrafiłam zinterpretować. Iskierka uczuć, która nadawała mu ciepłego blasku w tej chłodnej oprawie.
Po kilku minutach postanowiłam zaryzykować i ukradkiem zerknąć, gdzie dokładnie byłam przetrzymywana. Znajdowałam się we wnętrzu eleganckiej i subtelnie urządzonej sypialni, w której dominowały wpływy z północnych stron. Na ścianach widniał wyrazisty odcień szarości pomieszanej z bielą, który tworzył klimat i wdzięcznie eksponował brązowe dodatki na swoim tle. Drewniana, ciemna podłoga stanowiła kontrast pomiędzy dużymi, śnieżnymi oknami, zza których rozpościerał się widok na dziki, nieznany mi dotąd las, którego koniec wieńczyło prywatne wybrzeże. Masywny kominek, w którym leżało nierozpalone drewno zajmował dużą część sypialni, a przerobione, stare, drewniane meble, narożna biblioteczka oraz toaletka, rozświetlały ponurą część pokoju, która kryła za sobą jakąś historię domu.
Leżałam nieruchomo w wielkim, wygodnym łóżku, delikatnie muskając, satynową, biała kołdrę i podziwiałam, ujmujące czarem wnętrza, kiedy usłyszałam przekręcający się kluczyk w potężnych drzwiach od mojego pokoju. Nie zastanawiając się ani sekundy dłużej, prędko przymknęłam oczy i nasłuchiwałam jakiegokolwiek dźwięku. 
Powoli, niebywale cicho, ktoś wszedł do sypialni. Drzwi zostały zamknięte, a tajemnicza postać nadal się nie poruszała...a przynajmniej tak mi się zdawało. Poczułam lekkie ugięcie się łóżka i zapach piżmowych, męskich perfum. Pod wpływem ruchu materaca na twarz osunął mi się kosmyk włosów, który nieznana postać delikatnie założyła za ucho. Moje serce w tamtym momencie biło jak szalone, a sparaliżowane ciało napawało mnie jeszcze większym przerażeniem. Nie miałam pojęcia co robić, świadomość, że ktoś znajdował się blisko mnie powodowała, że pragnęłam jak najszybciej się odsunąć. 
Nie byłam pewna, kim bądź czym byli moi oprawcy. Ich absurdalna rozmowa o gatunku ludzkim powodowała, że miałam kompletny mętlik w głowie. W jednej chwili powróciły do mnie wspomnienia z tamtej nocy, kiedy kolor oczu mężczyzny z czerwonego zmienił się na zielony. Do tej pory nie mogłam zrozumieć, jak to było możliwe.

- Słyszę bicie twojego serca, kochanie, wiem, że nie śpisz... - szepnął mężczyzna, a jego zimne palce powoli wodziły po mojej szyi, lecz nadal pozostawałam w bezruchu.- otwórz proszę swoje przerażone oczka, chyba chciałabyś przekonać się z kim masz do czynienia, prawda? - zakpił.

Pomimo moich najszczerszych zamiarów nie mogłam się oprzeć i uchyliłam powieki, wpatrując się wprost w jasne, lazurowe oczy, których barwa przypominała nieoszlifowany diament. Nie miałam żadnej kontroli nad moim ciałem, zawładnęło mną nieznane mi dotąd uczucie, nie mogłam się go wyzbyć, dopóki mężczyzna nie odwrócił wzroku. 
Niebezpieczny blask w jego oczach zniewalał mój umysł, byłam bezbronna.

- Od razu lepiej - rzekł, głębokim, chrapliwym głosem, wstając z łóżka, dzięki czemu mogłam mu się przyjrzeć.

Błękitnooki w świetle dnia wyglądał jeszcze bardziej władczo. Poruszał się po pokoju niczym drapieżny zwierz, był zwinny, wysoki i efektownie umięśniony, z pewnością musiał mieć wiele adoratorek. Jego egzotyczna uroda przyciągała uwagę. Mocno zarysowane kości policzkowe oraz podbródek, wydatne usta, przystrzyżone kruczoczarne włosy, śniada cera i wysportowana sylwetka były pożądanymi cechami, które mogłyby zawrócić kobiecie w głowie, jednak dla mnie, był on jedynie nieprzeniknionym przestępcą.
Pewność siebie, wyrażał niemal w każdym swoim kroku, cechowała go jakaś niepojęta siła, stał nieopodal łóżka niczym monstrum. Było w nim coś demonicznego, tajemniczego, a jednocześnie kuszącego, niczym zakazany owoc. Emanowała z niego władczość i stanowczość, to on wydawał polecenia i oczekiwał bezwzględnego posłuszeństwa. 
Mroczny rycerz w czarnej zbroi, można by rzec.
Pomimo wszelkich obaw postanowiłam jednak wyłożyć karty na stół i wszystko wyjaśnić, lecz wpierw wolałam zorientować się, gdzie obecnie się znajdowałam i jak dalej potoczą się moje losy.
Nagle moje dziennikarskie trybiki wróciły na swoje miejsce i zaczęłam myśleć strategicznie. Musiałam od niego wyciągnąć jak najwięcej informacji, gdyż nie wiedziałam, ile czasu będzie mi dane, nim ostatecznie się ze mną rozprawią. Wyglądał na twardego przeciwnika, lecz gdyby udałoby mi się go odpowiednio podejść, przy odrobinie szczęścia miałabym już jakiś punkt zaczepienia, więc od razu przystąpiłam do działania:

- Gdzie ja jestem? - zapytałam buntowniczo, nie tracąc postawy przerażonej ofiary.

- W moim domu - odparł wymijająco, podchodząc do jednego z okien. 
Nie dał się przechytrzyć tak łatwo. Jego demoniczna postawa w zestawieniu z wyglądem budziła niepewność i postrach, lecz nie traciłam wiary. Musiałam wyczekać odpowiedni moment, nie mogłam działać pochopnie. Liczyłam na to, że w miarę czasu czujność mojego oprawcy zacznie podupadać, a wtedy mogłabym poprowadzić tę rozmowę po mojej myśli.

-Czego ode mnie chcecie? - zapytałam cicho.

- Muszę przyznać, że zdziwiło mnie, kiedy ponownie zaczęto węszyć i sprawdzać moich ludzi. - odparł nie udzielając mi odpowiedzi, uśmiechając się szyderczo. 
- Dawno temu daliśmy Wam, gatunkowi ludzkiemu, jasno do zrozumienia, żeby trzymać się od nas z daleka, lecz niestety, zawsze musi się trafić jakiś wyjątkowy śmiałek, który chciałby zaburzyć pewną, zachowaną hierarchię, o której władze miasta są doskonale powiadomione - zamyślił się przez chwilę, przyglądając się widokowi za oknem.
- Tym razem padło na Ciebie, kochanie - spojrzał na mnie i postawił dwa kroki w moim kierunku. - Co taka zdolna i rezolutna dziennikarka zamierzała osiągnąć, podejmując się sprawy, która z góry była skazana na katastrofę? Przecież to niedopuszczalne, aby brudzić sobie ręce w tak krwawej i nieprzyjemnej sprawie - zakończył wypowiedź, czekając na moją reakcję.

Powoli przetwarzałam słowa wypowiedziane przez mężczyznę.
 Ewidentnie należał on do jakieś sekty bądź mafii. Najbardziej jednak przerażało mnie to, że władze Montown były świadome, że w ich mieście żyją przestępcy i nic z tym nie zrobiły...nawet nie próbowały! Wolały siedzieć cicho i nie narażać się, a życie mieszkańców nie miało dla nich znaczenia! 
I ta hierarchia...nie wiedziałam, co o tym myśleć. Miałam wrażenie, że mężczyzna wie na mój temat dosłownie wszystko. To śledztwo miało mi pomóc wypłynąć na szerokie wody, a okazało się być moją zgubą, za którą mogłabym przypłacić życiem! 
Milczenie przedłużało się niemiłosiernie, a mój oprawca wciąż cierpliwie czekał na odpowiedź, przyglądając mi się kpiąco.
Na to spojrzenie zaschło mi w ustach i ścisnęło mnie w żołądku... zwyczajnie bałam się.

<<W co ja się wpakowałam?>>

Owładnęło mną poczucie jeszcze większego strachu, niestworzone myśli błądziły po mojej głowie, gdzieś w podświadomości czułam, że los przygotował dla mnie coś znacznie gorszego.

- Hmm... widzę, że chyba nie uda mi się wykrztusić z Ciebie odpowiedzi, kochanie - rzekł po chwili, uśmiechając się okrutnie. - Może, kiedy dowiesz się z kim masz do czynienia, zaczniesz mówić- odrzekł chrapliwym głosem i nim się spostrzegałam z szybkością błyskawicy znalazł się przy moim łóżku i złapał mnie z ogromną siłą za szyję. 
Z mojego gardła wydobył się przerażający krzyk! 
Miałam przed sobą twarz rozwścieczonego demona! Oczy mężczyzny w jednym momencie przyjęły przerażający, upiorny, krwisto-czerwony kolor, a na ustach gościł okrutny, głodny, drapieżny uśmiech. Miałam wrażenie jakby wszystko działo się w spowolnionym tempie, kiedy  z ociąganiem wpił swoje kły w moją tętnicę. Rozdzierający ból przeszył całe moje ciało. Wygięłam się w łuk, a oczy zaszły mi mgłą. 
Torturom nie było końca! 
Czułam, jak krew powoli sączyła się z rany, a mężczyzna kusząco, ociężale ją zlizywał, aby potem jeszcze raz z większym okrucieństwem zatopić swoje zęby w mojej szyi. 
W pewnym momencie straciłam poczucie czasu, moje struny głosowe były zdarte od ciągłego wołania o pomoc, przez co cicho pochlipywałam. Już wiedziałam kim był...chociaż nie mogłam tego przyjąć do wiadomości. Wampiry... brzmiało to niczym tandetny film fantastyczny, będący wymysłem czyjejś chorej fascynacji, a ja tymczasem odgrywałam w nim główną rolę, chociaż bardzo nie chciałam.
Po jakiejś godzinie mężczyzna nasycił swoje pragnienie i oderwał się ode mnie, przysparzając mnie o nową dawkę bólu. Obserwowałam go z wpółprzymkniętych powiek, byłam tak wyczerpana, że nie mogłam wykonać najmniejszego ruchu. Stał nade mną, oblizując kły, a jego oczy były pochłonięte czarną głębią od buzujących w nim emocji.

- Następnym razem nie będę taki delikatny, kruszynko- odparł i zniknął mi z oczu, zamykając za sobą drzwi.

Nic się już dla mnie nie liczyło, nie przeżyłabym drugiego razu, chciałam odejść w spokoju, nie było dla mnie ratunku. Straciłam najmniejsze nadzieje. Niedługo później zapadłam w sen, mając przed sobą obraz diamentowych oczu...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
BANG!
Nie wiem, czy ktoś z Was jeszcze tu zagląda, lecz dla tych nielicznych powracam z kolejnym rozdziałem. Tęskniłam za pisaniem, lecz nadal nie mogę w pełni do niego powrócić nad czym bardzo ubolewam. Liczę na to, że ten stresujący czas, który nieuchronnie się zbliża przeminie szybko, abym mogła na nowo poddać się mojej pasji. Jeśli mi się uda będę co miesiąc wstawiała jeden rozdział, ale nie obiecuję. 
Piszcie, co sądzicie! Akcja powoli nabiera tempa, ale to dopiero początek. :D
Mam nadzieję, że niedługo ponownie wpadnę z nowym rozdziałem.
Trzymajcie się ciepło,
K@te! :-*

wtorek, 5 stycznia 2016

Czarna róża

Rozdział V

Powoli odzyskiwałam przytomność. Niepojęty, okropny ból rozdzierał moją czaszkę, przysparzając mnie o kolejne napady nudności. Najdelikatniej, jak tylko potrafiłam, lekko uchyliłam powieki, aby zorientować się, gdzie dokładnie byłam przetrzymywana. Zamazany obraz niechętnie zaczynał przyjmować zarys różnych przedmiotów, aż w końcu utworzył spójną, jednolitą całość. Leżałam w obskurnym, surowo wykonanym, ciemnym pokoju, bez okien, w którym jedynie dźwięki tykającego zegara zapewniały jakiś akustyczny akcent, odmierzając moją nieuchronnie zbliżającą się śmierć. Pomimo tego, że moje minuty zostały już policzone, a możliwości ucieczki były nikłe, postanowiłam nieznacznie się poruszyć, lecz od razu tego pożałowałam, gdyż w jednej sekundzie miałam przed sobą potężną, mroczną sylwetkę, pochylającego się mężczyzny z uliczki. Odruchowo, w akcie samoobrony szarpnęłam się do tyłu, lecz nic tym nie osiągnęłam. Ręce oraz nogi miałam związane. Bezsilnie wywijałam ramionami, niczym zwiotczała, gumowa lalka zawieszona na sznurkach, próbując się uwolnić, ale moje wysiłki na nic się nie zdały, gdyż środek odurzający jeszcze nie zdążył opuścił mojego ciała. Mój upór oprawca narodził cichym, kpiącym, szyderczym pomrukiem, na który zmroziło mi krew w żyłach. Przerażenie ogarnęło całe moje ciało, to nie był dźwięk, jaki wydają z siebie ludzie, brzmiało ono niczym odgłos wygłodniałej, dzikiej zwierzyny. Ze strachu przymknęłam na nowo oczy i zaczęłam histerycznie wołać o pomoc. Reakcja mężczyzny była błyskawiczna. W mgnieniu oka zatkał mi usta ręką, mocno dociskając moją twarz do poduszki, sprawiając mi jeszcze większy ból. Wierzgałam się niczym drapieżny kot, kiedy chwycił mnie za prawą nogę, łamiąc mi w odwecie kilka kości. Cierpienie było wręcz oślepiające, co jeszcze bardziej wzmogło moje wrzaski. Krzyki coraz bardziej denerwowały mojego porywacza. Był bardzo silnym mężczyzną, po którym było widać, że regularnie trenował muskulaturę. Kobieta mojego pokroju nie miała większych szans, by stawić mu czoła (tym bardziej, że środek odurzający nadal dawał się we znaki). Mimo to nadal stawiałam opór, nie chciałam zginąć, wiedząc, że nie próbowałam walczyć. Broniłam się jak oszalała, drapałam, gryzłam i tłukłam związanymi rękoma, lecz jeden skuteczny ruch unieruchamiający moje ręce i głowę spowodował, że nie miałam już jak się asekurować. W jednej chwili zupełnie się załamałam. Nie było dla mnie ratunku. W moich oczach kryło się już tylko bezimienne przerażenie wraz z bólem.

- Zamknij się głupia! - warknął nieprzyjemnie, patrząc wprost w moją twarz.

Gdy uniosłam lekko głowę ujrzałam przed sobą dwa czerwone punkciki w wykrzywionej od wściekłości twarzy. Ręka mężczyzny mocno przytrzymywała moją prawą nogę, sprawiając mi niewyobrażalne katusze, w wyniku czego z mojej piersi wyrwał się jęk cierpienia.

- Proszę - powiedziałam, błagalnym, cichym, chrapliwym głosem, nie powstrzymując napływających do oczu łez.

Podziałało, gdyż mężczyzna domyślił się, że jego ucisk sprawia mi ból i rozluźnił rękę.

- Siedź cicho, a może skrócę twoje męki- syknął groźnie, wskazując na siną nogę- a poza tym i tak twój krzyk Ci w niczym nie pomoże. Nikt Cię tu nie usłyszy.

- Co ze mną zrobisz? Do czego Ci jestem potrzebna?- zapytałam, ostatkiem sił próbując opanować drżący głos. 

Liczyłam na to, że moja nieugiętość i wewnętrzna siła, dadzą mu do zrozumienia, że pomimo zagrożenia ktoś w niedługim czasie może mi ruszyć na pomoc, a tym kimś miał okazać się być Muss wraz z Amandą, lecz na mężczyźnie nie zrobiło to jakiegoś piorunującego wrażenia, gdyż uśmiechnął się chłodno.
Na moment zapadła niepokojąca cisza. Mój oprawca nie spieszył się z udzieleniem mi odpowiedzi, tylko obdarzył mnie ponurym mruknięciem. Przez chwilę wymienialiśmy pomiędzy sobą spojrzenia, a jego oczy na nowo przyjęły normalny, zwyczajny, zielony odcień. Zamrugałam gwałtownie, mając w pamięci, jak jeszcze kilka minut temu świeciły czerwonym blaskiem! Zanim jednak zdążyłam się przyjrzeć ponownie, zalegającą ciszę przerwał dzwonek telefonu. Mężczyzna prędko złapał za urządzenie, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi, był spięty. Kilka krótkich słów spowodowało, że oblałam się zimnym potem:

- Tak, znalazłem ją - wyznał cicho, po czym uważnie wsłuchiwał się w odpowiedź osoby po drugiej stronie słuchawki. 

Mężczyzna był rozdrażniony, mocno zaciskał zęby w skupieniu, aby nie przegapić najdrobniejszego komunikatu i ewidentnie czuł postrach wobec swojego rozmówcy. Jego rozbiegany wzrok, nerwowe ruchy i niepewne pomrukiwania powodowały, że nie mogłam się wyzbyć uczucia, że najgorsze jeszcze przede mną. Nie umiałam wyobrazić sobie bardziej przerażającej sytuacji niż ta, w której się znajdowałam, lecz jak się okazało los nawet w ostatnich chwilach mojego życia był wobec mnie brutalny, gdyż na to sformułowanie zamarłam:

- Nie, wciąż żyje- odparł, nawet na mnie nie patrząc.

 Nie mogłam usłyszeć najmniejszego słowa wypowiedzianego przez, jak mi się zdawało, zleceniodawcę, bądź przełożonego mojego oprawcy. Tak bardzo pragnęłam uzyskać najdrobniejszej informacji na temat tego, gdzie obecnie się znajdowałam, że próbowałam chociaż na chwilę opanować wstrząsające mną dreszcze i skupić się możliwie wystarczająco, aby otrzymać upragnioną wskazówkę, kiedy nagle usłyszałam przerażający huk. Drzwi od pomieszczenia otworzyły się na oścież, a w nich dostrzegłam przeraźliwie ogromną postać, która nawet w półmroku wyglądała na jeszcze bardziej demoniczną niż mój porywacz. Wstrzymałam oddech i z przerażenia skuliłam się w sobie, licząc, że stanę się wystarczająco mała i niewidoczna, byle tylko zapomniano o mojej obecności. Modliłam się w duchu, aby ten koszmar się skończył.
 Mężczyzna był nieludzkich rozmiarów, jego szerokie ramiona oraz barki wyglądały tak, jakby mogły udźwignąć ciężar całego świata, czarna koszula opinała jego muskularny tors, dzięki czemu widać było przez nią kształt klatki piersiowej i twardy jak stal brzuch, jednak pomimo potężnej sylwetki największą uwagę przykuwały jego niespotykane oczy. Jeszcze nigdy w życiu nie widziałam mężczyzny o tak jasnych i  lodowatych oczach, od których bił blask grozy oraz bezwzględności. Po wymianie kilku, krótkich zadań Pana z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem z moim porywaczem, których ze strachu nie byłam w stanie zrozumieć nastała przerażająca i koszmarna cisza, której się niezmiernie obawiałam. Miał nastąpić mój sąd i każdy nerw w moim ciele był tego świadom. Tak mocno zaciskałam powieki, że dopiero po kilku minutach zdałam sobie strawę, że zamknęłam oczy. Postanowiłam zaryzykować jedno, pośpieszne, ukradkowe spojrzenie w stronę moich oprawców, lecz... był to wielki błąd. Mężczyzna w czarnej koszuli, odsłaniającej jego umięśnione ręce poruszył się i zwrócił swój wzrok wprost na mnie i zaczął zmierzać w moim kierunku. Zamarłam.
 Jego oczy przeszywały mnie na wylot, były niczym magnes, nie mogłam przestać się w nie wpatrywać. W mroku tak jasne spojrzenie sprawiało niesamowite, wręcz nierealne wrażenie, a bijące od niego okrucieństwo i niebezpieczeństwo bardzo wyraźnie sygnalizowały jakim był człowiekiem.
Podchodził do mnie z nonszalancją wysportowanego faceta, jakby ta sytuacja była dla niego codziennością, rutynowym, a przy okazji zabawnym zajęciem. Kiedy przystanął przy moim łóżku z bliska mogłam się przyjrzeć jego twarzy. Miał śniadą cerę, która sugerowała egzotyczne pochodzenie, wyraźnie zarysowaną, ostrą niczym brzytwa szczękę, dołek w brodzie, szerokie i wysoko osadzone kości policzkowe oraz rzymski nos, pod którym znajdowały się pełne usta, na których gościł pełen drwiny i kpiący uśmiech. Policzki pokrywał lekki zarost, który dodawał mu powagi, a kruczoczarne włosy pozostawały w delikatnym nieładzie. To zaniedbanie absurdalnie kłóciło się z jego dopasowaną koszulą i powagą bijącą od jego osoby.
Próbowałam się odsunąć, lecz moje starania tylko przysporzyły mi więcej bólu niż pożytku, skrzywiłam się nieznacznie, co Pan lodowe oczy nagrodził kpiącym uśmieszkiem. Ewidentnie bawiło go to, że jestem przerażona i bezbronna.

- Wyjaśnij mi proszę, dlaczego jeszcze jej nie zlikwidowałeś? - zapytał dudniącym, ochrypłym głosem, przyglądając mi się złowróżbnie.

- Wolałem, abyś to ty podjął decyzję, co mamy z nią zrobić - odparł równie chłodno zielonooki.

- A, co takiego trudnego jest w zrozumieniu polecenia: pozbyć się świadków? - zapytał, nie oczekując nawet odpowiedzi. 
Wodził wzrokiem po mojej przerażonej twarzy i napawał się moim strachem, który z każdą ich wymianą zdań rósł we mnie coraz gwałtowniej. - Problem tkwi w tym,
że ona jest człowiekiem - jego kąciki ust ułożyły się w znaczącym uśmieszku - a nie w tym, że nie określiłem się wystarczająco dosadnie. - dokończył, przewiercając mnie swoim jaśniejącym z każdą minutą spojrzeniem.

Lęk, który w tamtej chwili mnie ogarnął spowodował, że wstrząsną mną lodowaty dreszcz. Ich pozbawiona sensu rozmowa, wyglądała niczym scena z filmu science fiction, zachowywali się tak, jakby oni dwaj stanowili odrębny gatunek, jakby istota ludzka była dla nich bezbronną i bezmyślną kreaturą, a przecież oni również byli ludźmi! Przez moją głowę przelatywało szereg różnorodnych myśli, nie chciałam do siebie dopuścić żądnej informacji świadczącej o tym, że mam do czynienia z przestępcami, którzy są psychicznie chorzy, gdyż napawało mnie to jeszcze większym przerażeniem.

- Ona nie ma pojęcia kim jesteśmy - odpowiedział mężczyzna z głębi pokoju, nie odnosząc się do wcześniejszych słów, na co Pan lodowe oczy zareagował cichym śmiechem.
- Widocznie za mało się starałeś - odparł nadal się uśmiechając - Nasza bystra Pani dziennikarz, jednak chyba nie szukała wystarczająco dokładnie, skoro nie udało jej się dowiedzieć kim jesteśmy ani jak nas znaleźć - rzekł, oczekując mojej reakcji.

- K-k-kim wy jesteście? - wyszeptałam, dławiąc się ze strachu, pozwalając, aby łzy popłynęły mi po policzkach.

- Tajemnica, kochanie - odparł pochylając się nade mną tak , aby spojrzeć mi w oczy - tajemnica.

- Co zamierzasz z nią zrobić? - nagle po lewej stronie łózka znikąd zmaterializował się drugi z moich porywaczy, patrząc twardo w jasnookiego.

 Mężczyzna powoli wyprostował się i spojrzał na swojego podwładnego odpłacając mu się tym samym chłodnym i budzącym grozę tonem:

- A co ty byś zrobił na moim miejscu? - odbił piłeczkę.

- To ty tu podejmujesz decyzję - odrzekł zaciskając pięści, po czym mężczyzna z lodowatym spojrzeniem odwrócił głowę w moją stronę i odparł przerażająco cicho:

- Zabierzmy ją do domu - obdarzył mnie kpiącym uśmieszkiem.

Na te słowa szarpnęłam się gwałtownie do tyłu, nie zważając na tępy ból, który przeszedł całe moje ciało i umysł, lecz zaraz potem ogarnął mnie mrok i płomyk nadziei zgasł.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam Was kochani w Nowym 2016 roku,
minęło wiele czasu od mojego powrotu, ale wiedzcie, że wciąż o Was pamiętam i nadal kontynuuję pisanie, lecz ten rok będzie moim decydującym, jeśli chodzi o moją przyszłość, dlatego nie jestem taka aktywna jak wcześniej. Jak na razie kolejna notka z serii Czarna róża, lecz Dancing Dream nie pozostaje w stanie spoczynku, gdyż pracuję nad dalszym rozwojem akcji, tylko potrzebuję czasu, dużo czasu, więc nie chcę teraz rzucać słów na wiatr i umawiać się z Wami na kolejną część któregokolwiek z opowiadań, ponieważ sama nie wiem, kiedy uda mi się ją zakończyć i dodać. Myślę, że mnie zrozumiecie i będziecie nadal oczekiwać na dalsze notki.
Może trochę spóźnione, ale jak się mówi lepiej późno niż wcale, dlatego chciałabym Wam życzyć szczęśliwego i wspaniałego Nowego Roku, aby zaowocował on wieloma sukcesami oraz spełnienia marzeń, bo warto je mieć!
Ściskam Was mocno i do zobaczenie wkrótce!
K@te :-)

piątek, 18 września 2015

Czarna róża

Rozdział IV


Tydzień. Dokładnie siedem dni, sto sześćdziesiąt osiem godzin, dziesięć tysięcy osiemdziesiąt minut oraz sześćset tysięcy czterysta osiemset sekund minęło od feralnego, niewyjaśnionego
w okolicznościach, brutalnego zabójstwa sprzed klubu.
Tydzień, nieprzerwanych przygotowań przekonującej wersji zdarzeń, analiz całości materiału śledztwa, przesłuchań kolejnych świadków i zabezpieczeń dowodów. I co najważniejsze, tydzień nieustannie dręczących mnie niepokojących snów.
Dzień w dzień budziłam się o piątej trzynaście, zlana potem, a zarazem, trzęsąca się z zimna.
Za każdym razem otulona ciemnością pokoju, miałam nieodparte wrażenie, że jakaś niematerialna istota czai się w mojej sypialni i mnie obserwuje, co zdarzało się także późnymi wieczorami, kiedy tylko słońce znikało za taflą błękitnej otchłani. Przez ostatnie doby starałam się kłaść spać jak najwcześniej, by nie kusić losu i nie rozmyślać za wiele. Tłumaczyłam sobie, że towarzyszące mi, podejrzane uczucia były spowodowane natłokiem pracy i co rusz przewijającymi mi się przez głowę, budzącymi odrazę zdjęciami bestialsko okaleczonej ofiary, lecz każda próba racjonalnego wyjaśnienia zdawała się palić na panewce, gdyż historia lubiła się powtarzać...co noc.
Ewidentnie owe dochodzenie powoli wykańczało mnie psychicznie jak i fizycznie, kompletny brak snu oraz zadowalających posunięć w sprawie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem nie wpływał na mnie korzystanie, co przyznała mi nawet Amanda, mówiąc, że ''wyglądam niczym strach na wróble'', czym oczywiście w ogóle się nie przejęłam. Marzenia o wypłynięciu na szerokie wody jako ambitna i błyskotliwa dziennikarka śledcza pomału legły w gruzach, nie pozostawiając mi żadnych perspektyw na dalsze życie, aż do pewnego czasu.
Tego dnia od niepamiętnych upiornych nocy spałam nad wyraz dobrze. Świadomość o czyhającym na mnie gdzieś we wszechświecie niebezpieczeństwie niepostrzeżenie ulotniła się, co przepełniło mój umysł błogim spokojem. Po szybkim śniadaniu i porannej, odświeżającej toalecie dostałam telefon prosto z pracy, że w końcu jest jakiś progres w śledztwie i mam jak najprędzej stawić się na komendę miejską policji, gdzie resztę istotnych informacji przekaże mi komisarz Russo.

- Wszystko zaczyna się układać. - pomyślałam entuzjastycznie, po czym energicznie złapałam swoją torebkę i pognałam w stronę parkingu.

Ze względu na wczesną godzinę dojazd zajął mi nie więcej niż piętnaście minut.
Kiedy przekroczyłam próg komisariatu automatycznie w moje nozdrza wdarł się świeży zapach ledwo zaparzonej kawy i unoszący się w powietrzu charakterystyczny, dojmujący aromat lawendowych perfum pani Laury. Rozejrzałam się w poszukiwaniu komisarza, lecz wpierw moją uwagę przyciągnęła, siedząca za wysokim biurkiem w centrum pomieszczenia ledwo widoczna owa staruszka łypiąca na wszystkich groźnie z nadal mieniącymi się czarnymi włosami i henną na brwiach. Uśmiechnęłam się delikatnie na samo wspomnienie, jak ta z pozoru krępa i łagodna kobieta z nieposkromionym temperamentem potrafiła ustawić wszystkich do pionu, nawet samego komisarza, a trzeba było przyznać, że Russo raczej nie należał do tych potulnych.
Mimo, że można by było ją nazwać zwykłą recepcjonistką, to w zakres jej obowiązków wchodziło tylko obsługiwanie drukarki oraz segregowania dokumentów, i dyskretne, złowróżbne obserwowanie wszystkich wkoło. Jednak jeśli zyskało się trochę przestrzeni w jej sercu, to artykułowała to bez ogródek.

- Moje kochanie! - huknęła w ten swój oryginalny sposób, zwracając na nas uwagę przynajmniej dwunastu mężczyzn. Jak na swój wiek, pełna wigoru i z błyskiem w oku energicznie podniosła się z siedziska, i żywiołowo do mnie pomachała.

Sam ten widok tak rozczulał człowieka, że nie sposób było nie odwzajemnić jej uśmiechu. Przy bliższym poznaniu pani Laura nie była wcale taka zła, jakby mogło się wydawać- Jesteś w jednej, wielkiej, czarnej dupie!- nie licząc, oczywiście jej bezpośredniego słownictwa.
Zmieszana przystanęłam gwałtownie, nie rozumiejąc, co staruszka miała na myśli.

- Manuel od rana jest tak wściekły, jakby go osy pokąsały! - dokończyła żarliwie.

- Nic z tego nie rozumiem - przyznałam zaskoczona. - Jeszcze dzisiaj rano miałam telefon z pracy, że ma on dla mnie jakieś ważne wiadomości w związku z postępem w śledztwie, a teraz się wścieka?

- Nie wiem złotko, nie wiem, ale ta sprawa czymś mi tu śmierdzi. Jeszcze nigdy przedtem nie widziałam, żeby Muss (żartobliwe przezwisko Manuela, nadane mu przez panią Laurę) był tak zdenerwowany, kiedy dowiedział się, że zajmujesz się tą sprawą z zeszłego tygodnia, dlatego kazał Cię tu jak najszybciej ściągnąć - dodała przejmująco.

- Dobrze pani Lauro, dziękuję za informacje, zaraz się tym wszystkim zajmę - odpowiedziałam prędko i nie tracąc ani chwili dłużej ruszyłam do gabinetu Mussa.

 Kiedy udało mi się przejść labirynt boksów, w końcu dotarłam do drzwi z żaluzjami, na których widniał napis ''Komisarz Manuel Russo''. Zanim jednak chwyciłam za klamkę spostrzegłam, że pomiędzy futryną, a wejściem widnieje mała szparka, przez którą można było dostrzec, żywo gestykulującą sylwetkę mojego przyjaciela, który zawzięcie z kimś dyskutował przez telefon. Nie myśląc, nawet, że moja ciekawość może mieć nieprzyjemnie konsekwencje zaczęłam podsłuchiwać, ale nim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować na potok niecenzuralnych słów płynących z ust policjanta niespodziewanie Manuel gwałtownie zamilkł, tym samym zwiastując zakończenie rozmowy i odrzekł głęboko:

- Wejdź Clar- aby nie dać poznać po sobie znać, że prawie udało mi się podsłuchać jego rozmowę wyprostowałam się szybko i dumnie pchnęłam drzwi.

Małe popieszczenie, które Muss sentymentalnie nazywał swoim gabinetem w rzeczywistości było bardzo komfortowo urządzonym, małym pokoikiem. Skandynawska stylistyka pełna stonowanych barw, nostalgii wraz z przepięknymi, stylowymi detalami przypominały wnętrza z basenu śródziemnego, z dalekiej Prowansji- o prostych i wyszukanych, ciemnych meblach oraz stojącym w samym centrum pomieszczenia masywnym biurku zza, którego na równie dużym fotelu tyłem do mnie zwrócony był policjant.
Komisarza Manuela Russo poznałam już podczas mojego poprzedniego śledztwa, przy którym bardzo przyjemnie się nam współpracowało i dzięki temu staliśmy się serdecznymi przyjaciółmi. Manuel był bardzo kreatywnym i przebiegłym gliną, który z błyskiem w oku podejmował się każdego zgłoszenia i nigdy się nie poddawał, aż nie zakończył swojego dochodzenia pomyślnie.
Był stworzony do tego zawodu nie tylko ze względu na swoją nieprzeciętną inteligencję, ale sam jego wygląd nie pozostawiał wiele do życzenia. Miał intensywnie miedziane, kręcące się włosy, które opadały mu niepokornymi falami na twarz, dogłębnie i klarownie zarysowane kości policzkowe oraz pełne i dość wymowne wargi. Śniada cera i szerokie barki z wyraźnie zarysowanym kaloryferem
i pewny siebie uśmieszek, nie jeden raz udowodniły mi, że Russo był pożądany przez kobiety,
a najgorsze w nim było to, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jednak mnie najbardziej w nim urzekły nienaturalne, o niepokojącym odcieniu szare, hipnotyzujące oczy, które okalały gęste rzęsy. Rzadko kiedy można było spotkać mężczyznę, o tak nieskazitelnym stalowym kolorze oczu, które pochłaniały swoją głębią.
Nie skrępowana swoim postępkiem, na którym prawie mnie przyłapano usiadłam grzecznie za biurkiem w ciszy i czekałam na dalszy rozwój zdarzeń. Kiedy Russo po dłuższej chwili zaszczycił mnie swoim spojrzeniem, w jego oczach odbił się cień niepokoju i co przysporzyło mnie o ciarki na plecach- lęk.

- Nie możesz zająć się tą sprawą- odrzekł ponuro, nawet się ze mną nie witając.

- Słucham?! - myślałam, że się przesłyszałam.

- Nie możesz zająć się tą sprawą - powtórzył równie groźnie- To zabójstwo nie jest dla Ciebie, uwierz mi.

- A kim ty do cholery jesteś, żebyś mógł mi mówić co powinnam robić, a czego nie?!- zapytałam, ledwo powstrzymując kumulujące się we mnie emocje.

- Clar, dopóki nie jest jeszcze za późno, proszę Cię wycofaj się z tego- odrzekł nienaturalnie spokojnie, nie odnosząc się do moich wcześniejszych słów.

- Wyjaśnij mi, o co w tym wszystkim chodzi Muss- rzekłam rozkazująco.

- Clar...

- Wyjaśnij mi!- warknęłam nieprzyjemnie- Najpierw dzwonią do mnie, że w końcu są jakieś istotne dowody w sprawie śledztwa, a ty mi teraz mówisz, że mam się wycofać?!- zapytałam wściekle.

- Są sprawy, o których nie mogę Ci powiedzieć...- odrzekł posępnie.

- Ha! I to ma być powód, dla którego miałabym się wycofać?! To ma mnie przekonać?!- wrzasnęłam, będąc na granicy wytrzymałości, by nie wyjść z tego pomieszczenia.

- Musisz mi po prostu zaufać. Widziałem wiele takich przypadków, gdzie szukający wrażeń śledczy wplątywali się w takie oto dochodzenia i nie wychodzili z tego cało, a Twoje nie przedstawia się w najjaśniejszych barwach - odparł nad wyraz spokojnie, co powoli doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

- Szukających wrażeń?! Ty chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo zależy mi na tym śledztwie! Jak bardzo starałam się w końcu osiągnąć coś więcej, niż tylko małe reportażyki, o nic nie znaczących miejscowych kradzieżach w pobliskich spożywczakach! Gdybym chciała poszukać wrażeń to poszłabym do cyrku!- wrzasnęłam, podnosząc się z siedzenia.

- Nie słuchasz mnie Clar, źle to odebrałaś...- odrzekł zmieszany.

- A teraz to ty mnie posłuchaj!- łypnęłam na niego wrogo- Jeśli uważasz, że przez twoje widzimisię zrezygnuję z takiej szansy, to grubo się mylisz, Russo! Nie wiem, czym się kierowałeś ściągając mnie tutaj, czy kierowały tobą niespełnione marzenia o pozostaniu dziennikarzem śledczym, czy duma, ale takie wyróżnienie w mojej karierze może zaowocować nowymi możliwościami na dalsze lata w moim zawodzie i nie pozwolę ich sobie tak łatwo odebrać!

- Jeżeli już skończyłaś to pozwól, że teraz ja coś powiem- odrzekł pokornie i również podniósł się z fotela.

 Mimo tego, że miałam na sobie buty na podwyższeniu, to Muss i tak bił mnie o głowę w swoich oficerkach, a jego ogromna sylwetka odziana w policyjny mundur jeszcze bardziej potęgowała uczucie niższości. Starałam się nie dać po sobie znać, że stojąc tak blisko niego zwyczajnie się bałam, ale Manuel doskonale zdawał sobie sprawę, że jego postawa wzbudza niepokój, co udowodnił przelotnym uniesieniem kącików ust, które zaraz zastąpiła maska poważnego gliniarza.

- Nie kierują mną żadne żałosne, niespełnione marzenia, czy duma- odparł ostro, zaciskając pięści - lecz troska o twoje bezpieczeństwo! Uwierz mi, że będziesz miała jeszcze wiele możliwości wykazać się swoimi dziennikarskimi zdolnościami, ale ta sprawa w nie pomoże Ci osiągnąć sukcesu, którego tak bardzo oczekujesz, Clar. Jedyne, co możesz się spodziewać po tym śledztwie to same nieprzyjemności- dokończył smutno, jednak nie wzbudziło to we mnie pożądanych przez niego uczuć.

- Dla Twojej wiadomości Muss- spojrzałam w jego oczy rozeźlona- jestem już dużą dziewczynką i nie potrzebuję niczyjej troski! Szkoda tylko, że nie jesteś na tyle troskliwy, by wyznać mi prawdziwy powód twojej prośby, abym odsunęła się od tego śledztwa. A teraz wybacz mi, ale nie będę już więcej wysłuchiwać tych głupstw, bo muszę się zająć śledztwem, które przypominam Ci wybrałam z własnej woli- odrzekłam chłodno, odwracając się w stronę drzwi.

- Tylko pamiętaj, że Cię uprzedziłem- odparł na koniec Manuel.

- Będę to miała na względzie- odpowiedziałam cicho i wyszłam.

Przechodząc obok biurka pani Laury obdarzyłam ją przepraszającym spojrzeniem, a w jej oczach dostrzegłam, że doskonale słyszała naszą ostrą wymianę zdań, co jeszcze bardziej skłoniło mnie do jak najszybszego opuszczenia komisariatu.
Kiedy wsiadłam do swojego auta w pewnym sensie wyparowała ze mnie cała złość i wrogość wobec Manuela. Z bezsilności oparłam się rękoma o kierownicę, a myśli wbrew mojej woli ponownie powędrowały do przeprowadzonej przed chwilą rozmowy. Bez pośpiechu zaczęłam na nowo analizować słowa Mussa. Niewątpliwie sprawa musiała być naprawdę poważna, skoro mój przyjaciel miał podstawy, aby zmusić mnie do zrezygnowania z tego dochodzenia. Tylko nie rozumiałam dlaczego. Wielu dziennikarzy codziennie podejmowało się jeszcze bardziej niebezpiecznych indagacji, w które były zamieszane nieuchwytne i bezwzględne mafie czy psychopatyczni mordercy
i wychodzili z tego cało, poszerzając swoje możliwości, a przede wszystkim spełniając się zawodowo, więc czemu akurat mi miałoby się nie udać? Taka szansa od losu mogłaby mi się już nigdy więcej nie przydarzyć, a Manuel nie potrafił tego pojąć, kryjąc swoje prawdziwe powody pod osłoną troski.
Z drugiej jednak strony obraz jego oczu pełnych obaw i strachu nie mogły mi dać spokoju.

<<A co jeśli naprawdę coś mi groziło? >>

- Za dużo myślenia, za mało działania- pomyślałam rozzłoszczona, że w ogóle dopuściłam do siebie takie nieprzyjemnie, czarne scenariusze, po czym zaczerpnęłam jeszcze kilka głębokich oddechów
i przekręciłam kluczyki w stacyjce, ruszając spod komisariatu. Postanowiłam zrobić sobie małą przejażdżkę wokół miasta, aby zakłócić rosnące z każdą minutą wątpliwości, czy faktycznie podjęłam właściwą decyzję.




***




Kilka godzin później.

Krótka przejażdżka trochę się przedłużyła, w wyniku czego pod swoją kawalerkę zajechałam dopiero wczesnym wieczorem. Zachody słońca zawsze działały na mnie kojąco, dlatego do domu wróciłam w o niebo lepszym nastroju niż rano. Tak, jak się spodziewałam nie zastałam w domu Samanty, co jeszcze bardziej poprawiło mi humor, gdyż każda zaczepka z jej strony dzisiaj mogłaby się dla niej zakończyć interwencją pogotowia, a w najgorszym przypadku policji, toteż szczerze dziękowałam niebiosom, za to, że byłam sama. Chociaż próbowałam sobie wmówić, że to, co powiedział mi Muss nie wpłynęło na mnie w żaden sposób, to i tak przez cały dzień męczyły mnie wątpliwości, a że jedynym i skutecznym rozwiązaniem, które pomogłoby mi wrócić na właściwe tory myślenia było bieganie, nie zastanawiając się ani minuty dłużej założyłam na siebie moje ulubione, czarne legginsy, ciemny podkoszulek oraz turkusową bluzę, nie zapominając oczywiście o sportowych butach i o butelce wody, po czym złapałam za klucze od domu i poszłam biegać. Wyjątkowo tego wieczoru było nieprzyzwoicie zimno, jak na tę porę roku, dlatego postanowiłam zrobić sobie dłuższą trasę, aby poprawić sobie krążenie. Ze słuchawkami w uszach rozpoczęłam swoją rutynową rozgrzewkę, a następnie ruszyłam na plażę. Rzadko kiedy wybierałam się na tak długie wycieczki o tej porze, lecz nie było takiej siły, która powstrzymałaby mnie dzisiaj od chociaż chwilowego zapomnienia o słowach Manuela. Przemierzając coraz to kolejne, małe uliczki miałam nieodparte wrażenie, że jestem przez kogoś obserwowana, lecz kiedy tylko wbiegałam w bardziej zaludnione alejki, dziwne przeczucia znikały.

- Popadam w jakąś paranoję- pomyślałam, śmiejąc się pod nosem z własnej głupoty.

W pewnym momencie skręciłam w jedną z bocznych ścieżek, które swoim spokojem, pozbawione ruchliwego blasku zachęcały przechodniów, do zapoznania się z tą spokojną częścią miasta.
Kolejne kilometry przemierzałam wzdłuż szerokiej, posępnej alei, którą otaczały majestatyczne budowle, rzucające martwe i nienaturalne cienie, potęgując tajemniczy nastrój.
Niepokojący labirynt dróg zdawał się nie mieć wyjścia, lecz w końcu doprowadził mnie do rozległego placu, wokół którego ciągnęły się rzędy akard. Coś zdecydowanie było nie tak.
Otaczająca mnie zewsząd cisza z minuty na minutę stawała się coraz bardziej nieprzyjemna
i uciążliwa, a towarzyszące mi wcześniej uczucie niebezpieczeństwa, jakby na zawołanie powróciło. Przymknęłam oczy i przystanęłam na chwilę, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i pomyśleć na trzeźwo,
kiedy nagle w znajdujących się nieopodal krzakach coś nieznacznie się poruszyło.
Przestraszona i to nie na żarty ruszyłam w drogę powrotną.
Wracając, starałam się uspokoić rozszalałe emocje, lecz każdy nawet najmniejszy szmer powodował, że całe moje ciało się spinało. Z nieprzyjemnym uczuciem miałam kolejne, ciemne budynki, które nie wyglądały już tak przyjaźnie, jak za dnia.

- Jeszcze tylko kilka metrów- wyszeptałam z duszą na ramieniu.

Upragnione światło rzucało zza rogu złocistą poświatę, zwiastując zakończenie mojej wieczornej wycieczki, co pozwoliło mi przynajmniej przez chwilę uspokoić rozszalałe emocje. Chociaż ogarniała mnie martwa, głucha cisza, pod wpływem nagłego przypływu irytacji odruchowo rozejrzałam się wokół. Pusto, ani jednej żywej duszy, która mogłabym mi udzielić pomocy w razie zagrożenia. Szare ulice nieprzyjemnie demonstrowały swoje nocne oblicze, przysparzając mnie o gwałtowniejsze bicie serca. Jedyną moją ostoją, pozwalającą mi na pozostanie przy zdrowych zmysłach był zbawienny widok, ledwo tlącej się, malutkiej lampy ulicznej, która wyznaczała koniec mojej wędrówki. Radosna myśl, o znalezieniu się w moim ciepłym,bezpiecznym, potulnym mieszkanku tak pochłonęła mój umysł, że nawet nie zdałam sobie sprawy, iż z impetem
zderzyłam się z przerażająco wysokim i muskularnym mężczyzną, który wyrósł przede mną nagle, jak spod ziemi. Przeraźliwy krzyk wymsknął się z mojego gardła, gdy sekundę później mocno złapał mnie za ramiona i znalazł się tuż przede mną. Pół przytomna ze strachu spojrzałam prosto w dwie ogniste szparki, wpatrujące się wprost w moją twarz ze złowrogim uśmiechem.

- Są sprawy, do których nie powinno się wtrącać nie proszonym- powiedział szorstko, i z tymi słowami przyłożył mi do twarzy coś wilgotnego, o uderzająco, ostrej, przenikliwej woni, która podrażniła oskrzela i wywołała gwałtowny kaszel. Zapach ten przyprawił moje ciało o niewyobrażalny ból i nudności, aby w jednej chwili pozbawić mnie zmysłów. Zapadła ciemność.

Światło zgasło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witajcie kochani!
Po tak długiej przerwie ponownie wracam do Was z kolejną dawką opowiadań! Ze względu na to, że w tym roku czeka na mnie ważny egzamin notki nie będą się pojawiać regularnie, ale postaram się odwiedzać Was jak najczęściej. Notkę na Dancing Dream możecie się spodziewać już niebawem, a jak na razie zostawiam pod Waszą ocenę kolejny rozdział z serii "Czarna róża''.
Pozdrawiam,
K@te. :*